Największe katastrofy drogowe w Polsce – część 1 – Wilczy Jar

Opisem katastrofy drogowej w Wilczym Jarze chciałem zacząć swój cykl artykułów dotyczących największych katastrof drogowych w powojennej Polsce. Temat autobusów jest mi szczególnie bliski, dlatego postanowiłem skupić się głównie na wypadkach z ich udziałem. Historia, którą dziś przedstawię, została bardzo szczegółowo opisana w książce Pawła Zyzaka „Tajemnica Wilczego Jaru”. Osobom, które zaciekawi ten temat, rekomenduję tą lekturę.

15 listopada 1978 roku. Poranek, godzina 4:50. Okolice Wilczego Jaru. Grupa górników jedzie na swoją zmianę do kopalni. Za kierownicą Autosana H9-03, którym podróżują, siedzi Józef Adamek – ojciec słynnego polskiego pięściarza Tomasza Adamka. Warunki na drodze nie należą do najlepszych, ale doświadczony kierowca radził sobie z gorszymi sytuacjami. Do dziś nie wiadomo, co tak naprawdę się stało. Z niewyjaśnionych przyczyn autobus wpadł w poślizg na moście, przebił barierkę i spadł z 18 metrów prosto do Jeziora Żywieckiego.

5774548-katastrofa-w-wilczym-jarze-15-listopada-900-557

5774316-katastrofa-w-wilczym-jarze-15-listopada-900-564

Chwilę później nadjeżdża kolejny autobus. Kierowca zatrzymuje się aby sprawdzić, co się stało. Pasażerowie natychmiast ruszają na pomoc poszkodowanym. Ci, którzy zostali na moście dawali znaki zbliżającym się pojazdom, żeby zdążyły w porę wyhamować. Niestety, autobusowi prowadzonemu przez Bolesława Zonia ta sztuka się nie udaje. Ha-dziewiątka podziela los pierwszej maszyny i z impetem wpada do wody.

5774606-katastrofa-w-wilczym-jarze-15-listopada-900-5885774664-katastrofa-w-wilczym-jarze-15-listopada-900-541

Świadkowie tych wydarzeń relacjonowali je następująco (fragmenty z książki P. Zyzaka):

„Narastający na moście skowyt dobywający się z ludzkich gardeł. Silne uderzenie. Piskliwy dźwięk tarcia metalu o metal. Głuchy odgłos silnika i… Ryszard Bargiel ocknął się na dnie wąwozu: „Gdy podniosłem głowę, zobaczyłem, że jedzie podobny autobus jak nasz… w tym samym miejscu, tym samym otworem w barierze wpada do jeziora. Wpadał on przodem, miał zapalone światła”.
„Te światła widzę do teraz” – mówi dziś Józef Bojęś.

Z brzegu upadek, jakby w zwolnionym tempie, obserwował Janusz Kinek:
„…Widziałem jego długie cielsko, jak koziołkował, nie słyszałem pracy silnika. Przed tym na moście zobaczyłem ogień i słyszałem łoskot. (…) W czasie jak leciał, słyszałem krzyki, aby go zatrzymać i dalej, aby się ratować”.

Tak to widział Benedykt Szwed:
„Dźwięk silnika mieszał się z krzykiem ludzkim. Takim cichym jękiem. Zdawało się, że to ci ludzie w środku autobusu tak wyją. Na moście było wtedy ponad sto osób i to oni tak naprawdę wydawali ten dźwięk… Zrobił takie pół obrotu i spadł na dach.
Odbił się – dźwignął się raz i zatonął. Uderzenie o wodę to był taki wielki trzask. Po nim zapanowała zupełna cisza, jakby makiem zasiał. Przez kilkadziesiąt sekund nikt się do nikogo nie odzywał. Tylko pomruki…”.

Siła uderzenia była olbrzymia. Wewnątrz z mocowań powypadały siedzenia, a z okien wyleciały wszystkie szyby. Wedle ocen biegłych autokar zawadził jeszcze kabiną kierowcy o dno zatoki, co dopełniło bezmiaru zniszczeń…”

5775040-katastrofa-w-wilczym-jarze-900-668

Tragedia pochłonęła 30 ofiar. Wśród nich dwoje kierowców, 27 górników oraz wdowa po zmarłym dwa tygodnie wcześniej w wypadku drogowym pracowniku kopalni. Z życiem uszło tylko 9 osób. Jak do tej pory jest to druga pod względem liczby ofiar katastrofa drogowa w historii Polski.

5774373-katastrofa-w-wilczym-jarze-15-listopada

5774402-katastrofa-w-wilczym-jarze-15-listopada

Przyczyn wypadku nie udało się jednoznacznie stwierdzić. Oficjalna wersja podana przez PRL-owską prokuraturę zrzuca całkowicie winę na obu kierowców, którzy „nie dostosowali prędkości do warunków panujących na drodze”. W książce Zyzaka pojawia się natomiast motyw milicyjnej Nysy, która stała w poprzek mostu, blokowała przejazd. Biegli sądowi wykonujący ekspertyzy na potrzeby śledztwa, jednoznacznie wykluczyli, że powodem wypadku mógł być zły stan techniczny pojazdów. W pamięci osób, które były naocznymi świadkami tych wydarzeń, 15 listopada 1978 roku zapisał się jako dzień pierwszego zimowego przymrozku. Gołoledź, którą tego dnia pokryta była nawierzchnia mostu, mogła istotnie przyczynić się do tragedii. Prawdy nigdy się nie dowiemy.

5774664-katastrofa-w-wilczym-jarze-15-listopada-900-541

Dziś nad Wilczym Jarem stoi pomnik. Na pamiątkowej tablicy wyryto nazwiska wszystkich osób, które zginęły w tym miejscu. Trzy najmłodsze ofiary miały po 18 lat, najstarsza – 48.

5774924-katastrofa-w-wilczym-jarze-15-listopada5774895-katastrofa-w-wilczym-jarze-15-listopada

Źródło: dziennik.pl (zdjęcia), pl.wikipedia.org, beskidmaly.pl, brzeszcze.pl

 

Leave a Reply