SAAB 96 – piękny Szwed w barwach jesieni

Dzisiejszy poranek nie zachęcał do wyjścia z domu. Wcale nie dlatego, że padał deszcz, czy było zimno. Problemem był bardzo silny wiatr, który do cna ogołocił z liści większość drzew w okolicy. Wiało tak mocno, że kompletnie nie miałem ochoty pojawić się na koszalińskiej giełdzie, którą jak tylko spędzam weekend w domu – staram się odwiedzać. Lubię to miejsce, ponieważ można tam spotkać wiele ciekawych aut – zazwyczaj nie na sprzedaż, a poustawianych na okolicznych parkingach. Świetnie zachowane Astry od prawdziwych Grzybów, salonowe Lanosy, podrasowane Golfy III od Sebixów z okolicznych wiosek i takie tam.

Dziś jednak trafiłem na auto, którego absolutnie nie spodziewałbym się spotkać w takich okolicznościach. Nawet na zlotach aut zabytkowych taki widok to prawdziwa rzadkość. Otóż, w okolicy parku linowego stał sobie SAAB 96!

SAAB 96

Posiadał już kwadratowy front, który charakteryzował wersje produkowane w latach siedemdziesiątych. Z przodu dumnie prezentowały się dwa szperacze, typowe dla aut ze szwedzkim rodowodem. Nie słyszałem pracy silnika, ale zaryzykuję stwierdzeniem, że ten konkretny egzemplarz posiadał już silnik V4 zamiast dwusuwowego R3, w które wyposażone były pierwsze wypusty tego modelu. 96 miała koszalińskie tablice rejestracyjne ze stosunkowo świeżym numerem – jestem przekonany, że auto od niedawna zagościło na ulicach Koszalina. Patrząc na zdjęcie aż trudno uwierzyć, że ten samochód ma już przynajmniej 30 lat eksploatacji za sobą!

Moja fascynacja marką SAAB od momentu zakupu Passata jest nieco mniejsza, a przynajmniej tak mi się do dzisiaj wydawało. 9000 mojego serdecznego kolegi, którym na początku tego roku przemierzaliśmy trasy w poszukiwaniu samochodu dla mnie jest od dłuższego czasu w remoncie, a brak kontaktu z tym autem nie sprzyja podtrzymywaniu zainteresowania. SAABy mają jednak w sobie taki magiczny pierwiastek sprawiający, że wspomnienia pozostające po obcowaniu z tymi samochodami są niepowtarzalne. I do tego stopnia unikalne, że wystarczy mały bodziec, żeby zacząć przeszukiwać otomoto i olx w poszukiwaniu ładnych Krokodyli. Widok pięknego 96 stojącego w urokliwym otoczeniu podnóża Góry Chełmskiej pokrytego złotymi kolorami jesieni był dla mnie właśnie takim bodźcem.

SAAB 96

Wiecie, co najbardziej podobało mi się w tym SAABie? Jego naturalna patyna. Kompletny brak śladów jakiejś renowacji. Brak nienaturalnie błyszczących dekli od kół. Niewypolerowany na lustro lakier. Samochód wyglądał tak, jakby ktoś używał go na co dzień nie zważając na brak klimatyzacji, czy ABSu. Nic na pokaz. Czysta radość z użytkowania maszyny zgodnie z jej przeznaczeniem. Oby tylko nie przyszło nikomu do głowy go remontować, bo straci cały swój urok.

To połączenie tej naturalności z ogólnie dobrą kondycją nadwozia (rdza to dość częsty przyjaciel SAABów) sprawiło, że obraz tego auta towarzyszył mi w głowie przez cały dzień wprawiając mnie w niesamowicie pozytywny nastrój. Wielka szkoda, że nie znam właściciela. Chociaż, dla niego może to i dobrze – nie wiem, czy wystarczyłoby mi pieniędzy na taką ilość benzyny, która pozwoliłaby mi wystarczająco nacieszyć się kilometrami za kierownicą tego auta. Piękne auto, piękny stan, piękny dzień.

SAAB 96

 

Leave a Reply