Chery Elara, czyli Chińczyk z Ukrainy w Koszalinie

W niedawnym tekście o SAABie 96 pisałem, że okolice koszalińskiej giełdy to miejsce, gdzie można spotkać wiele wyjątkowych pojazdów. Samochód, który dziś udało mi się uchwycić na zdjęciach niemalże w tym samym miejscu co szwedzkiego oldtimera, nie jest częstym widokiem na polskich drogach. Przynajmniej na terenach zachodniej części naszego kraju. W Koszalinie jeszcze takiego auta nie widziałem. Dlatego też postanowiłem, że skoro nadarzyła się okazja, zrobię z niego bohatera mojego dzisiejszego wpisu.

Chery Elara

Chery Elara, bo o nim mowa, to konstrukcja zaprojektowana przez Chińczyków. Składana była w kilku państwach, między innymi w Egipcie, Ukrainie i Rosji. Egzemplarz, z którym się zetknąłem, najprawdopodobniej pochodzi z montowni firmy ZAZ zlokalizowanej w ukraińskim mieście Zaporoże – tej samej, gdzie montowany był w czasach ZSRR legendarny Zaporożec. Model Elara, który w zależności od rynku zbytu posiadał różne nazwy (Chery A5, Speranza A516, Vortex Estina) był w niej montowany w latach 2006-2010. Pod maskę wkładano austriackie jednostki napędowe firmy AVL o pojemności 1,6, 1,8 lub 2,0 litrów. Auto jest dosyć popularne na ukraińskich szlakach, a na Facebooku można nawet wstąpić do fan clubu tego modelu.

Z chińskimi samochodami nie miałem nigdy żadnej styczności. Są na tyle egzotyczne, że nie jeździłem żadnych z nich, nie mam dużej orientacji w gamie modelowej chińskich marek, a pierwszym skojarzeniem, które przychodzi mi na myśl, gdy piszę o motoryzacji z tego dalekiego kraju jest poniższy film:

Niestety, ichniejszą motoryzację postrzegam właśnie przez pryzmat fatalnej jakości, braku jakichkolwiek standardów bezpieczeństwa, wszechobecnej tandety i smrodu plastików. Niemniej jednak, Chery Elara zrobił na mnie całkiem dobre pierwsze wrażenie. Przypomina mi mocno koreańskie Daewoo, przebrandowane w późniejszym czasie na Chevrolety.

Chery Elara

Mój dzisiejszy bohater był wyposażony w kilka smaczków, jakże charakterystycznych dla aut zza wschodniej granicy. O ile proporczyki na przedniej szybie, maskotki na tylnej półce czy owiewki na szybach uznaję za element motoryzacyjnego folkloru tej krainy geograficznej, o tyle żółte (sic!) chlapacze z wielkim napisem SPEED i spoilery przednich wycieraczek wprawiły mnie w osłupienie. Dodatkowo przedni grill był w całości osłonięty płachtą, która ma za zadanie lepiej dogrzewać silnik w czasie mrozów, a na masce zamocowana była akcesoryjna owiewka stanowiąca ochronę przed kamieniami i poprawiająca aerodynamikę pojazdu – przynajmniej w teorii. Całościowy efekt na pewno jest bardzo… ekscentryczny. Czy uznałbym to za zaletę? Chyba jednak preferuję nieco bardziej wyrafinowane modyfikacje.

Chery Elara

Na zdjęciu widać jeszcze jeden element, który zapewne większość z Was kojarzy, ale gdybym zapytał co to tak dokładnie jest, założę się, że niewiele osób udzieliłoby poprawnej odpowiedzi. Chodzi dokładnie o ten zwisający kawałek gumy spod tylnego zderzaka. Zatem, uwaga… Jest to pasek antystatyczny, zwany potocznie odgromnikiem, który ma za zadanie zminimalizować zakłócenia z instalacji elektrycznej samochodu i zapobiec „kopaniu” prądem podczas dotykania karoserii. Bardzo odpowiedzialna funkcja.

Jak widzicie, czasami żeby spotkać coś naprawdę nietuzinkowego, wcale nie trzeba daleko ruszać się z domu. Liczę, że koszalińskie ulice zaskoczą mnie jeszcze nie raz…

Leave a Reply